|
|
Przygody pewnego archeologa na krańcu Europy...
Blog > Komentarze do wpisu
Sprośne oblicze cnotliwego rycerza w lśniącej zbroi?
Poniższy wpis dedykuję wszystkim prawdziwym miłośnikom Wieków Średnich oraz tym, którzy ciągle postrzegają tamte czasy wyłącznie jako uosobienie niewinności, honoru rycerskiego i czystości duha. (Uwaga, poniżej znajdują się treści ogólnie uznawane za obsceniczne, nieprzeznaczone dla nieletnich amatorów pikantnych ‘kawałków’). Zacznijmy od przytoczenia dwunastowiecznego fragmentu poematu skomponowanego przez Bernarta de Ventadorn. Był on ulubieńcem średniowiecznej Europy i częstym gościem na dworze Eleonory Akwitańskiej (jak głosi plotka, także stałym bywalcem królewskiej sypialni). Jego poezja przez wieki podbijała serca nadobnych dam i szlachetnych rycerzy, a styl szybko znalazł wielu naśladowców w średniowiecznej Francji i Niemczech. Quan la freid' aura venta/ Deves vostre pais,/ Vejaire m'es qu'eu senta/ Un vent de paradis/ Per amor de la genta / Vas cui eu sui aclis,/On ai mesa m'ententa/ E mon coratge assis/ Car de totas parties/ Per leis, tant m'atalenta. Co w wolnym tłumaczeniu brzmi mniej więcej tak: Kiedy zimny wiatr wieje/ z twego kraju,/ zdaje mi się, że czuję/ podmuch z raju/ przez miłość słodkiej pani/ przed którą się kłaniam,/ w której pokładam mą wiarę/ i z którą złożyłem me serce,/ bo wszystkie inne/ porzuciłbym dla niej, tak mnie raduje. To klasyczny przykład utworu nawiązującego do tradycji amour courtois. Doskonały warsztat literacki, kunsztowne metafory, delikatne piękno, miłość, kodeks rycerski… Powabna (i niedostępna) pani o czystym sercu, podziwiana z daleka przez szlachetnego młodzieńca… A teraz, dla porównania, krótki wierszyk, jaki w tym samym czasie ułożył pewien nieznany trubadur-żartowniś: Quan lo petz del cul venta/ Dont Midonz caga e vis,/ Vejaire m'es qu'eu senta/ Una pudor de pis/ D'una orrida sangnenta/ Que tot jorn m'escarnis,/ Qu'es mais de petz manenta/ Que de marabodis/ E quan jatz [sus] son pis,/ Plus put d'autra serpenta. Kiedy wiatr zagrzmi z tyłka / którym moja pani sra i pierdzi,/ zdaje mi się, że poczuję/ zapach szczyn/ obrzydliwej maciory/ co zawsze mnie zdoła wykiwać,/ która bogatsza jest w pierdnięcia niźli w klejnoty/ i gdy zalega w szczynach/ cuchnie gorzej niż inna gadzina. Ten sam temat, język i styl, a jednak nie jest to powszechnie rozpoznawany utwór z cyklu poezji trubadurów! A teraz cytat z ‘Księgi zagadek z Exeter’, spisanej około roku 1000, przez lata, jeśli nie wyklętej, to, co najmniej ignorowanej przez badaczy literatury staroangielskiej. I pytanie za sto punktów: czego dotyczy poniższa szarada? Ic on wincle gefrægn weaxan nathwæt, þindan ond þunian, þecene hebban. On þæt banlease bryd grapode, hygewlonc hondum, hrægle þæhte þrindende þing þeodnes dohtor. Usłyszałem jak coś rośnie w kącie, nabrzmiewa i wzrasta; unosi swoje przykrycie. Młoda harda dziewka chwyciła dłońmi za tą sprężystą rzecz. Córa księcia nakryła szatą napęczniałą rzecz.* I jeszcze późnośredniowieczna ołowiana naszywka na ubranie znaleziona podczas prac wykopaliskowych w Londynie (znana jako ‘Kuciapka jedzie na polowanie’): Okazuje się, że nasi przodkowie wcale nie byli tacy święci. Tego typu wierszyki (a te należą do gatunku ‘łagodnych’) nie mają szansy trafić do kanonu lektur szkolnych. Przedmiotów podobnych do odznaki ze zdjęcia też raczej nie znajdziemy na wystawie w muzeum. Przez lata średniowieczne erotyki, sprośne rysunki i inne ‘niewygodne’ zabytki stanowiły sól w oku pruderyjnych uczonych i kustoszów. Upchnięte w najciemniejszych zakamarkach bibliotek, zamknięte w muzealnych gablotach, pokryte grubą warstwą kurzu nawet teraz wydają się stanowić tabu dla ‘poważnych’ akademików. Bywa, że od niechcenia wzmiankowane są niskonakładowym katalogu albo wysoce specjalistycznej publikacji. W przeciwnym wypadku pozostają poza obiegiem naukowym. Zresztą, można to w sumie zrozumieć. Wyobrażacie sobie, jakby wyglądała próba przeprowadzenia poważnej dyskusji naukowej na temat broszy w kształcie uskrzydlonego fallusa albo wiersza o Sir Sztywnym i rozwiązłej damie, która nigdy nie dość miała chędożenia? Ujmijmy to tak: byłoby to przedsięwzięcie, co najmniej, ryzykowne. Trochę tylko szkoda, że ‘sprośności’ – niedocenione (choć poniekąd kontrowersyjne) źródło informacji na temat średniowiecznej umysłowości, poczucia humoru, erotyki i cielesności – zostały całkowicie zepchnięte na margines wiedzy. *Rozwiązaniem zagadki jest oczywiście ‘ciasto’ (pewnie drożdżowe). A myśleliście, że co?! Oj, niegrzeczni, niegrzeczni ;-) poniedziałek, 14 maja 2007, zith
TrackBack
Komentarze
shroeder1970
2007/05/21 19:12:10
Jak widać od czasów starożytnego Rzymu, niewątpliwie jesteśmy w kręgu kultury romańskiej. Napisy w starożytnym Rzymie, w Pompejach, u nas na ścianach + w/w niezmiennie wskazują na monotematyczność na przestrzeni dziejów...
|